W sobotę wieczorem myślimy gdzie jechać w niedziele, w między czasie Kacper przygotowuje rower do startu. Jak się później dowiedzieliśmy zajął na nim 1 miejsce w kategorii i 13 open na mega w Zdzieszowicach – gratulujemy! Wieczorem ustaliliśmy, że jedziemy na Skrzyczne :) Jednak rano pogoda nie była zbyt pewna, a w jedną stronę miało być około 5 godzin jazdy – trochę za długo żeby moknąć. Wbrew wszystkim co mówili by nie jechać na Baranią Górę bo tam śnieg jest i 0 stopni postanowiliśmy spróbować :D
|
- - - R E K L A M A - - -
- - - R E K L A M A - - - |
|
Na trasę zabieramy ze sobą dużo jedzenia i kurtki przeciw deszczowe. Na początku jedziemy tak samo jak poprzedniego dnia tylko, że przez przełęcz Przysłup. Za przełęczą zaczyna się zabawa, nie ma już ubitej drogi - wręcz przeciwnie, leżą luźne kamienie naniesione prawdopodobnie przez wodę. Pniemy się powoli w górę zatrzymując się co chwile przez zalegające na całej szerokości kamienie po których spływa woda. Im wjechaliśmy wyżej tym było jej więcej :) Nie trzeba było długo czekać żeby przemoczyć buty, robiło się również coraz zimniej i pojawił się śnieg. Schodzący z góry ludzie mówili, że wyżej jest dużo śniegu i ciężko będzie jechać.
W pewnym momencie myślałem, że dla mnie to był już koniec wycieczki, łańcuch spadł na szprychy i wciśnięty pod pająk kasety XT by go wydostać trzeba było odciągnąć szprychy w stronę przeciw napędową i w tym samym czasie wyszarpać łańcuch.
Kontynuując jazdę dotarliśmy do zalegającego śniegu, zrobiło się bardzo zimno i na dodatek deszcz kropił, przez śnieg przedzieraliśmy się na piechotę. Na szczycie spotkaliśmy paru piechurów, weszliśmy na piętnasto metrową wieże widokową - w końcu 1220 metrów nad poziomem nam mało ;) Widoki tego dnia były dobre do 100 metrów, dalej były już tylko chmury ;)
Wojtek koniecznie upierał się żeby jechać dalej w stronę Malinowskiej Skały, na szczęście udało się nam go przekonać, że trochę za bardzo zmokniemy i zmarzniemy. Do domu wracaliśmy tą samą drogą. Przestałem czuć co dzieje się z moimi palcami u rąk, ponieważ przemarzły już a do domu jeszcze było daleko - około 9 kilometrów.
Pogoda się zlitowała nad nami i zrobiła nam niepowtarzalny klimat niczym z filmów rowerowych - zawsze marzyliśmy by zjeżdżać z góry we mgle. Niestety mgła się skończyła a rozpoczęła się katorga po kamieniach i lodowatej wodzie która nas całych chlapała. Co jakiś czas wołałem o postój bo moje palce odmarzały i bolały od wstrząsów (RST nie działa jak jest zimno i dostanie wody) do tego kończyły się klocki hamulcowe. Na przełęczy Przysłup straciłem tylny hamulec, keny również, chwile później przedni odmówił posłuszeństwa - na szczęście był już asfalt. Wojtek jechał przodem, a ja z kenym śmialiśmy się z siebie nawzajem ponieważ z twarzy ociekało nam błoto :) Na dole dalej padało, ale było już cieplej, pojawiły się samochody. Moja droga hamowania była porównywalna z toczącym się kamieniem. Jakoś udało się dojechać bez problemów do pensjonatu. Po krótkim odpoczynku udaliśmy się w podróż do domu, która zajęła nam jedyne 5 godzin wszystko dzięki korkom.
Dziękujemy Kacprowi i jego mamie za ciepłe przyjęcie w Domu Wczasowym Malinka :)
Zobacz galerie z 2 dnia
Dzień pierwszy
Powered by AkoComment! |