|
Długi weekend majowy postanowiliśmy spędzić oczywiście na
rowerach. Wojtek (Biker Trzebinia) zaproponował 2 dniowy wypad do Wisły, wraz z
kenym nie zastanawialiśmy się długo czy jechać. W sobotę o 7:30 opuszczamy
Trzebinie z rowerami na dachu samochodu i po 2 godzinach byliśmy już na
miejscu. Rozpakowaliśmy rowery i resztę mniej potrzebnych rzeczy i planujemy
trasę na ten dzień.
|
- - - R E K L A M A - - -
- - - R E K L A M A - - - |
|
Kolega Kacper (który był już na miejscu) mówi nam gdzie
warto jechać. Na początku jedzie z nami. Ostatecznie padło na Wielki Stożek.
Startujemy z Malinki (dzielnica Wisły) i obieramy kierunek na przełęcz
Przysłup. Malowniczo położona droga pnie się leniwo w górę rzeki Wisełki. Po
drodze mijamy zaporę, która tworzy Zbiornik wodny Wisła-Czarne to tu łączą się
dwie Wisełki czarna oraz biała. Po dłuższej chwili skręcamy w prawo na drogę z
nie ubitego kamienia i jedziemy już pod większym nachyleniu niż wcześniej. Na
krótkiej wspinaczce podziwiamy pierwsze widoki po przez wykarczowany las.
W końcu rozpoczyna się pierwszy zjazd, dość szybki, który
płynnie pokonujemy a na naszych twarzach pojawia się uśmiech. Wjeżdżamy na
asfalt i zmierzamy na przełęcz Kubalonkę. Droga która na nią prowadzi jest
prawie płaska mimo że jest na wysokości 800 metrów, po lewej
stronie mamy przepaść :).
Za przełęczą odłącza się od nas Kacper – oszczędza nogi
przed niedzielnym maratonem – my dalej kierujemy się już na Wielki Stożek
czerwonym szlakiem.
Na szlaku zalegają spore ilości błota jakoś udaje się je
omijać. Tuż przed Wielkim Stożkiem zatrzymujemy się na punkcie widokowym –
podziwiamy Wisłę z wysokości 969
m.n.p.m. Jedziemy dalej na Stożku nawet się nie
zatrzymujemy ze względu na dużą ilość ludzi (działające wyciągi;). Dla takiego
zjazdu ze szczytu warto było tam jechać. Duże nachylenie, liczne uskoki z odstających
korzeni i zakręty – był to trudny fragment jeden z ciekawszych jakie miałem
okazje w przejechać, szkoda tylko, że był taki krótki…
Po drodze zaczepiły nas pewne panie i dziwiły się nam, że
tam jedziemy, że w ogóle się da :) Chcieliśmy jechać dalej w stronę Czantorii,
ale pogoda nie była już łaskawa tego dnia i zafundowała nam lekki zimny
prysznic. Na szybko opracowaliśmy plan ewakuacji z gór. Padło na żółty szlak.
Rozpadało się trochę a trasa robiła się z każdą chwilą coraz
bardziej śliska w glinianej ścieżce były głębokie koleiny po jakiś samochodach,
po drodze pod drzewem spotkaliśmy grupkę bikerów chyba próbujących się schronić
przed deszczem. Po dojechaniu do asfaltu zatrzymaliśmy się na przystanku żeby
bardzo nie zmoknąć. Po przeczekaniu deszczu. Udaliśmy się prosto do domu.
Zobacz galerie z 1 dnia
Powered by AkoComment! |