Rowerowe.net: Kolarstwo w najlepszym wydaniu. Informacje rowerowe. Zawody, wyprawy, wycieczki rowerowe. Rower, rowery MTB i Szosowe.

rowerowe.net Kolarstwo, rower, rowery: filmy, wycieczki, zawody, maratony, części, filmiki, budowa roweru, gry, wyprawy rowerowe

JSN ImageShow - Joomla 1.5 extension (component, module) by JoomlaShine.com
Strona główna

Wielki konkurs 2008 roku!

konkurs rowerowy

przyjazny-sklep-450x100

UWAGA: ze względu na to, że bardzo dużo stron biorących udział w konkursie nie zamieściło bannerków regulaminowych na swojej stronie oraz chęć udziału w konkursie zgłaszaną przez coraz większą ilość właścicieli witryn przedłużamy terminy konkursowe o 30 dni. Czyli możecie dodawać swoje strony do 31 maja 2008. Rozpoczęcie głosowania 1 czerwca.
Kolejne dni wyprawy do Chin
Redaktor: Foreight   
29.04.2008.
7 dzien wyprawy7 dzien wyprawy
Wstalem o 6 rano – szybka toaleta, a nastepnie ponad 20 min. gimnastyki na rozgrzewke dla rozruszania misni po dniu przerwy. Dalej bylo sniadanie z moim przyjacielem i gospodarzem Antonim Zakiewicz, ktore to wspaniale przygotowala jego mama. Ona tez podarowala mi chleb Sw. Agaty, aby chronila mnie przed nieszczesciami w podrozy (dzien wczesniej otrzymalem rozaniec od mojej kolezanki Reginy Klukowskiej).




- - - R E K L A M A - - -

- - - R E K L A M A - - -



Ok. 8 rano wyruszylem z Niemenczyna w kierunku Lotwy. Po przejechaniu 20 km spotkalem tate Antoniego, z ktorym jeszcze chwile posiedzialem i porozmawialem. Czas spedzony w samochodzie pozytywnie wplynal na moje samopoczucie, ktore ze wzgledu na zimny wiatr i pochmurne niebo nie bylo najlepsze. 10 km dalej byla Wies Wesolowka z polska szkola, w ktorej dyrektorem jest moj dobry kolega Robert Komorowskij. Zaprosil mnie dzien wczesniej, abym poprowadzil lekcje geografii dla starszych klas, poswiecona mojej wyprawie. Bylo tez duzo pytan uczniow i autografy! Nastepnie poczestowano mnie obiadem oraz kawa z ciastkami. Dostalem takze kanapki na droge.
Kolejne 70 km byloby bez historii, gdyby nie fakt, ze przejechalem przez Centrum Uteny, w ktorej nic ciekawego nie zauwazylem. Za Utena na parkingu spotkalem dwoch kierowcow TIRow (Marcina i Przemka z Siedlec). Zaprosili mnie na kawe, a na koniec byly pamiatkowe zdjecia. Dalej juz jechalem przy slonecznej pogodzie, a i wiatr delikatnie sprzyjal. Ok. 20 zaczalem rozgladac sie za noclegiem – pierwsze trzy proby byly nieudane, a czwarta wyszla, gdy okazaalo sie, ze jestem Polakiem. Przyjal mnie do siebie na noc straszy Pan, ktorego ziec jest Merem Kowna! Ponad godzine siedzielismy i rozmawialismy sobie, nim polozylismy sie spac.

Statystyki dnia:
dystans dnia – 124,15 km
czas jazdy – 6:48:56 h
srednia predkosc – 18.87 km/h

8 dzien wyprawy8 dzien wyprawy
Wstalem tradycyjnie o 6 rano – moj gospodarz juz nie spal. Kiedy ja bylem zajety poranna toaleta, on w tym czasie przygotowal sniadanie.
O 7.15 wyruszylem w droge. Do granicy mialem 20 km, ktore pokonalem w spacerowym tempie. Tam przekasilem, porozmawialem z Polskimi kierowcami TIRow (czekali az Pani skonczy sie przerwa, aby mogli kupic winiety). Do Daugavpils jechalo mi sie dobrze. Troche zwiedzilem miasto, a na jego obrzezach kupilem troche jedzenia.
Kolejne miasto na mojej drodze to Rezekne – 80 km dalej. Postanowilem je podzielic na cztery czesci, a po kazdej z nich krotka przerwa na przekaszenie. Pierwsza czesc poszla super – jechalem ok. 27 km/h. Niestety po przerwie nogi sie zbuntowaly – bolaly mnie, a jazda nie szla. Ostatecznie do Rezekne dotarlem godzine pozniej niz planowalem. Zatrzymalem sie na wjezdzie do miasta, aby zrobic pamiatkowe zdjecie. Ruszajac ponownie, ze zdziwieniem zauwazylem, ze mam usterke w rowerze – cos piszczalo jak pedalowalem (ale tylko do przodu). Zatrzymalem sie na pobliskiej stacji benzynowej, aby sprawdzic co sie stalo. Niczego nie zauwazylem, wiec ruszylem w miasto w poiszukiwaniu sklepu rowerowego lub mechanika, aby poradzic sie. Niestety bylo po 18 i bylo za pozno. Zatrzymalem sie na chodniku przy wyjezdzie z miasta i zaczalem od nowa przegladac wszystkie tryby. Zauwazylem, ze z tylu nie pracuje najmniejsza zebatka, a „z gory” jest wolny jeden bieg. Nie doszedlem o co chodzi, wiec zaczalem rozpytywac sie znajomych o mechanika. W pobliskim domu mieli znajomego, ktory naprawia rowery. Ale z przerzytkami nie miel jeszcze do czynienia. Ale 7—letnia Pani Irena, wlascicielka domu (syn Iman), jak sie dowiedziala, ze jestem Polakiem, zaproponowala mi nocleg, a rano syn ma mnie zaprowadzic do sklepu rowerowego.

Statystyki dnia:
dystans dnia – 137,03 km
czas jazdy – 7:19:33 h
srednia predkosc – 18.70 km/h

9 dzien wyprawy
9 dzien wyprawyWstalem wyjatkowo pozno – kiedy budzik zadzwonil o 7.30 wszyscy spali, wiec ja postanowilem pospac sobie do 8.15. po porannej toalecie udalem sie z synem Pani Ireny, Imamem, w poszukiwaniu sklepu rowerowego, w ktorym bylby mechanik. W pierwszym nie udalo sie, ale wskazali sklep kilka metrow dalej. Niestety byl otwierany o 10, a byla 9.15. Po 15 min. pojawila sie sprzedawczyni. Poinformowala ona, ze mechanik bedzie po poludniu. Krotki bajer o wyprawie i zadzwonila do mechanika, ktory pojawil sie po kilku minutach. Czekajac na niego zauwazylem, ze ceny czesci rowerowych sa o 15-20% wyzsze niz w „sklepie rowerowym Zuchlinski” w Gdyni. Naprawa trwala kilka minut, a wlasciwie to solidnie wyregulowal tylna przerzutke i troche przednia. Mam watpliwosci, czy to na dluzej wystarczy – czas pokaze. My wrocilismy do domu, gdzie Pani Irena przygotowala sniadanie, ktore troche sie przedluzylo. Warto zwrocic uwage, ze w Rezekne sa dwa koscioly katolickie i polska szkola.
Wyjechalem przed 12, ale to byle mekka – co prawda po kliku kilometrach wyszlo slonce, ale nim dojechalem do granicy i tak sie schowalo. Wiekszym problemem byl wiatr, pod ktory jechalem praktycznie caly dzien – momentami wial niemilosiernie. Dadatkowo kiepski stan drog lotewskich dobijal calkowicie. Przy wjezdzie na granice lotweska, Bialorusin, ktorego poprosilem o zrobienie zdjecia, goraco mnie namawial, abym zawrocil, bo dalsza droga jest zbyt niebezpieczna. Na granicy, pomimo ze spedzilem niecala godzine (bylem atrakcja i jechalem bez kolejki), zmarzlem okrutnie, a miesnie zesztywnialy. Przed odjazdem z niej zrobiono mi pamiatkowe zdjecie, ale od razu pogranicznicy mnie dopadli i kazali je wykasowac. Bylem tak zmarzniety, ze dojechalem do najblizszej stacji benzynowej, gdzie w barze zamowilem sobie goracy gulasz z makaronem i herbate. Chcialem jak najszybciej odjechac od granicy i szukac noclegu – niestety, ale bez efektu. Bylo klika domow na ok. 25 km od granicy, ale to raczej byly letniskowe (tzw. dacze) lub calkowite ruiny. Kilka kilometrow dalej natrafilem na motel z lozkiem za 200 rub. i prysznicem za 30 rub., czyli razem za 23 zl. Na tym spasowalem poszukiwanie noclegu.

Statystyki dnia:
dystans dnia – 93.79 km
czas jazdy – 5:58:25 h
srednia predkosc – 15.69 km/h

10 dzien wyprawy
Budzik obudzil mnie o 6.30, ale stwierdzilem, ze skoro place za nocleg, to trzeba wypoczac. Wstalem godzine pozniej, ale dzien nie zapowiadal sie milo – bylo pochmurno i trzeba bylo zajac sie kolem, z ktorego poznym wieczorem raptownie zeszlo powietrze – tak jakby pod wplywem ciepla pokoju. Kiedy robilem kolo rozpoadalo sie. Wiec zamowilem sobie herbate, a nastepnie jajecznice na sniadanie, ale nie przestalo padac.
Juz mialem ruszac, kiedy pojawil sie Marcin z Siedlec (kierowca TIRa, ktorego poznalem pod Utena) – okazalo sie, ze jak ja przekraczalem w spokoju granice, ich trzymali i dokladnie sprawdzali (no i dwa dni stali w kolejce). Chcial mnie zabrac na kawe, ale jakoze zblizala sie 10, ruszylem w deszczu w droge. To byla rzez – deszcz lal caly dzien, groga byla niesamowicie pofalowana (skonczyly sie rowniny), a dziur bylo jak w szwajcarskim serze. Do tego pierwsze 50 km bylo pod wiatr, a reszta to naprzemian boczny i ukosny od przodu. Po prawie 40 km byl bar, w ktorym trzeba bylo sie ogrzac. Chcialem to zrobic kilka kilometrow wczesniej, ale zblizala sie 12 i pani sklepowa robila sobie przerwe obiadowa. Trzeba bylo kupic produkty i robic kanapki pod sklepem. W knajpie spedzilem ponad dwie godziny (troche czytalem i rozmawialem ze paniami z obslugi) – wypilem kawe, herbate i zjadlem duzy talerz barszczu. Lalo dalej, wiec ruszylem na ostatnie 12 km do Pustoszki w deszczu, gdzie zjadlem kanapkem i wypilem mala kawe rozpuszczalna za 10 rub. Po kolejnych 20 km drogi na Nevel byla kolejna stacja benzynowa, gdzie poprosilem, aby mi nalali do mojego kubka wrzatku i tym spospobem zrobilem sobie kawe zbozowa z miodem i zaczalem jesc kanapki przed budynkiem. Jedna z pan z obslugi zawolala mnie do srodka, a sama zabrala moje brudne i mokre rekawiczki, bo kradna!
Do Nevela bylo jeszcze 30 km, wiec ruszylem dalej do boju. Po 20 km zaczalem myslec o noclegu. Na 5 km przed miastem byla wioska, ktorej pierwsze domy zaczynaly sie przy glownej ulicy (generalnie wioski w Rosji sa przy bocznych drozkach, oddalnoe o 2-3 km od glownej drogi). W pierwszym z nich poprosilem o herbate „bo zimno”. Dostalem zupe solanke z chlebem (pychota), a gdy strasi juz gospodarze Nikolaj i Irena dowiedzieli sie, ze sam jade rowerem do Chin, zaproponowali mi nocleg.

Statystyki dnia:
dystans dnia – 95,97 km
czas jazdy – 5:41:04 h
srednia predkosc – 16,88 km/h

11 dzien wyprawy11 dzien wyprawy
Wstalem ok. 7 – gospodyni spieszyla sie na autobus i wkrotce wyszla, a gospodarz nie mial ochoty mnie puscic. Wiec byla kawa, sniadanie i mila rozmowa. Ja jednak o 8 ruszylem w deszczu, ktory towarzyszyl mi przez pierwsze 20 km.
Po 10 km, na wyjezdzie z Newela, zatrzymalem sie przy spozywczaku, gdzie zjadlem pierozka i kupilem na droge kwas chlebowy i czekolade. Jakies 2 km dalej stal znak, ktory wprowadzil mnie w oslupienie – informowal mnie, ze dalszy przejazd ta droga jest platny! Nie bylo jednak bramek z oplatami (szkoda, ze nie zrobilem zdjecia). Przez kolejne 100 km jakos sie jechalo – nawet niezle, tylko raz mialem 5 km remontowanej drogi, co oznaczalo przejazd po pamaranczowej mazi, pod ktora byly ostre kamienie. Zreszta cala droga byla przeplatana odcinkami dobrymi i dziurawymi (wszyscy bawili sie w ich omijanie). Przy jednej z takich dziur „wychaczyl” mnie radiowoz (jechalem srodkiem), ale skonczylo sie na pogadance o wyprawie. Nawet o paszport nie zapytali! Bylo to k. Vieleza, gdzie w spozywczaku posililem sie i zdjalem spodnie przeciwdeszczowe. Po 2 km musialem je znowu bierac. Po kolejnych 15 km znowu bylo goraco i trzeba bylo sie rozbierac.
Ostatnie 20 km to byla juz meczarnia – ewidentnie mialem juz dosc. Wkoncu doczolgalem sie do wioski, gdzie w pierwszym z brzegu domu otrzymalem goscine. Zona nie byla moze zachwycona, ale maz Vitalij (mial troche wypite) jak najbardziej byl za. Z nim zjadlem kolacje i jakies 2 godziny przegadalem – ma male gospodarstwo i niewielka firme budowlana (patrzac na wyglad w srodku i brak drzwi troche trudno w to uwierzyc). Spac poszedlem o 23.

Statystyki dnia:
dystans dnia – 168,89 km
czas jazdy – 9:23:30 h
srednia predkosc – 18,01 km/h


13 dzien wyprawy13 dzien wyprawy
Masc rozgrzewajaca na noc od Pawla to bylo chybione rozwiazanie – kilka razy w nocy sie budzilem, bo strasznie pieklo, a rano bylo opuchniete. Zastosowalem wiec masc zabrane z Polski i opuchlizna po kilku godzinach znikla. Od rana caly czas padal deszcz (lub lal) i wial wiatr. Moi gospodarze wstali ok. 8.30, zrobili sniadanie, a nastepnie Roman poszedl spac. Ja natomiast rozmawialem z Pawlem do poludnia, a pozniej on tez poszedl spac. Mialem czas dla siebie. W TV byly same teleturnieje i programy rozrywkowe, np. odpowiednik naszej Familiady. Do Kociola nie mialem gdzie pojsc, wiec odmowilem I Czesc Rozanca (odtad codziennie podczas postojow odmawiam jedna Czesc).
Ok. 14 wstal Roman – troche porozmawialismy i zaczalem zbierac sie do drogi. Nie za bardzo mialem ochote jechac w deszczu, ale wiedzialem, ze moi gospodarze tez po poludniu wyjezdzaja. Postanowilem, ze jak Bog pozwoli, to przejade w deszczu i wietrze jakies 50 km i poszukam kolejnego noclegu. O 15 udalo mi sie wyjechac, robiac pamiatkowe zdjecie na pozegnanie.
Droga wlasciwie bez historii. Po jakis 20 km mialem postoj na jedzenie, a po kolejnych 10 km natrafilem na postoj z „naszymi” TIRami. Tam dostalem od jednego z kierowcow dostalem goracej wody i moglem sobie zrobic kawe zbozowa. Bylo to w Jarcewie. Miejscowi z obslugi stacji paliwowej twierdzili, ze bedzie tak Kosciol Katolicki. Na miejscu jednak okazalo sie, ze to jest przede wszystkim dom mieszkalny, a w jednym z pomieszczen podobno funkcjonowal jakis odlam – „Kosciol piecdziesiatnicy”. Kawalek dalej znowu trafilem na Polskich kierowcow, wiec znowu postalem i chwile z nimi porozmawialem.
Jednak zblizal sie wieczor i trzeba bylo szukac noclegu. Okazalo sie i tym razem, ze to nie problem. Natalia i Gienadij przyjeli mnie do siebie i nakarmili. No i moglem rozwiesic swoje mokre rzeczy. Kazali mi zalowac, ze nie przyjechalem wczesniej, bo bym poznal ich 26-letnia corke Ljeke, ktora oddaliby mi za zone.

Statystyki dnia:
dystans dnia – 53,87 km
czas jazdy – 3:44:14 h
srednia predkosc – 14,41 km/h

21 dzień wyprawy

Wstałem po 7 - ciężki dzień. Po porannej toalecie udałem się pod Konsulat RP, aby spróbować złapać kontakt z naszym wartownikiem, z którym rozmawiałem w czwartek. Poszedłem na 8, a okazało się, że otwierają o 9. Poczekało się, ale i tak nie udało mi się z nim skontaktować. Usłyszałem, że jest na terenie Moskwy. Wracając do siebie, zaszedłem do Kościoła. Po śniadaniu udałem się do stacji metra. Miałem do przejechania 4 przystanki, ale metro dwa razy zatrzymało się także poza przystankami. Wkońcu o 10.40 dotarłem do właściwej stacji, ale do Kliniki i tak spóźniłem się 5 min. Były tego dwa powody - część ludzi nie wiedziała, gdzie to jest, a druga poprowadziła mnie na około (z powrotem szedłem znacznie krótszą drogą). U lekarza nie było kolejki (zresztą klinika nie jest dla najbiedniejszych), tylko na niego samego musiałem chwilę poczekać. Lekarz podotykał przez chwilę moje zdrowe i chore kolano z boku (od wewnętrznej strony) i stwierdził, że trzeba operować. Koszt ok. 1000 euro. Dał mi wizytówkę - jak się zdecyduję, to mam zadzwonić. Nim wyszedłem z samej kliniki, puściłem info do znajomych. Była także rozmowa z ubezpieczycielem, mam sam omówić sprawę z lekarzem i dać mi znać. Ja wróciłem do siebie, trochę pochodziłem bez sensu, aż wkońcu poszedłem na obiad. Po obiedzie trochę pochodziłem i wychodziłem po godzinie czasu darmowy internet na całe popołudnie (z przerwą na Mszę Św. w j. polskim), więcnadrobiłem trochę zaległości, rozesłałem info do znajomych. Było już po 20, jak zadzwonił lekarz ubezpieczyciela i poinformował mnie, że mam zapalenie stawu rzepkowo-udowego i uszkodzenie łękotki przyśrodkowej. Przyznał także, że śledzi wyprawę na stronie www.rowerem.zehej.pl!!! Umówiliśmy się, że na następnego dnia będzie kolejna wizyta u lekarza wybranego przez Ubezpieczyciela i po niej ostateczna decyzja - krótkie leczenie w Moskwie (jeżeli jest możliwe), a jak długie leczenie - natychmiastowy powrót do kraju i leczenie z funduszu NFZ. Cały wieczór upłynął na odbieraniu telefonów z kraju i czytaniu niezliczonej liczby SMSów z wyrazami poparcia! Dziękuję:-)


Wyprawa rowerowa Pekin 2008
Wortal Rowerowe.net jest oficjalnym patronatem wyprawy.

Skomentuj
  • Prosze nie uzywaj wylgaryzmow i pisz na temat
  • Nie pisz tylko po to zeby reklamowac swoja strone - i tak komentarz zostanie usuniety
  • Aby dodac komentarz przepisz kod z obrazka
  • Wszystkie komentarze sprzed dnia 09.10.2006 zostaly usuniete ze wzg na zmiane systemu komentarzy - przepraszamy
Nick:
E-mail
WWW
Temat:
Komentarz:

Kod z obrazka:* Code

Powered by AkoComment!

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
- - - R E K L A M A - - -

- - - R E K L A M A - - -

Szukaj

Google

Losowy film

Najbliższe zawody



Skandia MTB Maraton - Bielawa
1 Dni do zawodów
(Maratony MTB)

Gryf Maraton MTB - Szczecin
1 Dni do zawodów
(Maratony MTB)


Tour de Pologne, tylko kobiety
5 Dni do zawodów
(Szosa)


Beskidy MTB Trophy
5 Dni do zawodów
(Maratony wieloetapowe)

III Piknik Rowerowy w Beskidzie Niskim
5 Dni do zawodów
(Przygodowe / AR)



Puchar Polski - Junior - Kalisz - Tor
7 Dni do zawodów
(Tor)

Cyklokarpaty - Krosno
7 Dni do zawodów
(Maratony MTB)


Mazovia MTB Marathon - Supraśl
7 Dni do zawodów
(Maratony MTB)

Zobacz wszystko

Najnowsze filmy

ogłoszenia chrzanów   Sklep Rowerowy SZUMGUM   szybkie czytanie   Dysleksja   Kraków   Zdjęcia Panoramiczne   Euro 2008   EGIPT   okna bielsko   dzień mamy   darmowe gry ustka koty kody do gier szkolenia ms access
Free Joomla Templates