| Informacje |
| Nagrody |
| Regulamin |
| TopLista |
| Strony konkursowe |
| Zgłoś stronę |
| Promuj konkurs! |
| Turystyka rowerowa |
| Wycieczki i wyprawy |
| Nasze góry |
| Porady |
| Przepisy |
| Kontakt |
| Spis treści |
| EURO 2008 |
| Kolejne dni wyprawy do Chin |
| Redaktor: Foreight | ||||||||
| 29.04.2008. | ||||||||
7 dzien wyprawyWstalem o 6 rano – szybka toaleta, a nastepnie ponad 20 min. gimnastyki na rozgrzewke dla rozruszania misni po dniu przerwy. Dalej bylo sniadanie z moim przyjacielem i gospodarzem Antonim Zakiewicz, ktore to wspaniale przygotowala jego mama. Ona tez podarowala mi chleb Sw. Agaty, aby chronila mnie przed nieszczesciami w podrozy (dzien wczesniej otrzymalem rozaniec od mojej kolezanki Reginy Klukowskiej).
Ok. 8 rano wyruszylem z Niemenczyna w kierunku Lotwy. Po przejechaniu 20 km spotkalem tate Antoniego, z ktorym jeszcze chwile posiedzialem i porozmawialem. Czas spedzony w samochodzie pozytywnie wplynal na moje samopoczucie, ktore ze wzgledu na zimny wiatr i pochmurne niebo nie bylo najlepsze. 10 km dalej byla Wies Wesolowka z polska szkola, w ktorej dyrektorem jest moj dobry kolega Robert Komorowskij. Zaprosil mnie dzien wczesniej, abym poprowadzil lekcje geografii dla starszych klas, poswiecona mojej wyprawie. Bylo tez duzo pytan uczniow i autografy! Nastepnie poczestowano mnie obiadem oraz kawa z ciastkami. Dostalem takze kanapki na droge. Kolejne 70 km byloby bez historii, gdyby nie fakt, ze przejechalem przez Centrum Uteny, w ktorej nic ciekawego nie zauwazylem. Za Utena na parkingu spotkalem dwoch kierowcow TIRow (Marcina i Przemka z Siedlec). Zaprosili mnie na kawe, a na koniec byly pamiatkowe zdjecia. Dalej juz jechalem przy slonecznej pogodzie, a i wiatr delikatnie sprzyjal. Ok. 20 zaczalem rozgladac sie za noclegiem – pierwsze trzy proby byly nieudane, a czwarta wyszla, gdy okazaalo sie, ze jestem Polakiem. Przyjal mnie do siebie na noc straszy Pan, ktorego ziec jest Merem Kowna! Ponad godzine siedzielismy i rozmawialismy sobie, nim polozylismy sie spac. Statystyki dnia: dystans dnia – 124,15 km czas jazdy – 6:48:56 h srednia predkosc – 18.87 km/h 8 dzien wyprawyWstalem tradycyjnie o 6 rano – moj gospodarz juz nie spal. Kiedy ja bylem zajety poranna toaleta, on w tym czasie przygotowal sniadanie. O 7.15 wyruszylem w droge. Do granicy mialem 20 km, ktore pokonalem w spacerowym tempie. Tam przekasilem, porozmawialem z Polskimi kierowcami TIRow (czekali az Pani skonczy sie przerwa, aby mogli kupic winiety). Do Daugavpils jechalo mi sie dobrze. Troche zwiedzilem miasto, a na jego obrzezach kupilem troche jedzenia. Kolejne miasto na mojej drodze to Rezekne – 80 km dalej. Postanowilem je podzielic na cztery czesci, a po kazdej z nich krotka przerwa na przekaszenie. Pierwsza czesc poszla super – jechalem ok. 27 km/h. Niestety po przerwie nogi sie zbuntowaly – bolaly mnie, a jazda nie szla. Ostatecznie do Rezekne dotarlem godzine pozniej niz planowalem. Zatrzymalem sie na wjezdzie do miasta, aby zrobic pamiatkowe zdjecie. Ruszajac ponownie, ze zdziwieniem zauwazylem, ze mam usterke w rowerze – cos piszczalo jak pedalowalem (ale tylko do przodu). Zatrzymalem sie na pobliskiej stacji benzynowej, aby sprawdzic co sie stalo. Niczego nie zauwazylem, wiec ruszylem w miasto w poiszukiwaniu sklepu rowerowego lub mechanika, aby poradzic sie. Niestety bylo po 18 i bylo za pozno. Zatrzymalem sie na chodniku przy wyjezdzie z miasta i zaczalem od nowa przegladac wszystkie tryby. Zauwazylem, ze z tylu nie pracuje najmniejsza zebatka, a „z gory” jest wolny jeden bieg. Nie doszedlem o co chodzi, wiec zaczalem rozpytywac sie znajomych o mechanika. W pobliskim domu mieli znajomego, ktory naprawia rowery. Ale z przerzytkami nie miel jeszcze do czynienia. Ale 7—letnia Pani Irena, wlascicielka domu (syn Iman), jak sie dowiedziala, ze jestem Polakiem, zaproponowala mi nocleg, a rano syn ma mnie zaprowadzic do sklepu rowerowego. Statystyki dnia: dystans dnia – 137,03 km czas jazdy – 7:19:33 h srednia predkosc – 18.70 km/h 9 dzien wyprawy Wstalem wyjatkowo pozno – kiedy budzik zadzwonil o 7.30 wszyscy spali, wiec ja postanowilem pospac sobie do 8.15. po porannej toalecie udalem sie z synem Pani Ireny, Imamem, w poszukiwaniu sklepu rowerowego, w ktorym bylby mechanik. W pierwszym nie udalo sie, ale wskazali sklep kilka metrow dalej. Niestety byl otwierany o 10, a byla 9.15. Po 15 min. pojawila sie sprzedawczyni. Poinformowala ona, ze mechanik bedzie po poludniu. Krotki bajer o wyprawie i zadzwonila do mechanika, ktory pojawil sie po kilku minutach. Czekajac na niego zauwazylem, ze ceny czesci rowerowych sa o 15-20% wyzsze niz w „sklepie rowerowym Zuchlinski” w Gdyni. Naprawa trwala kilka minut, a wlasciwie to solidnie wyregulowal tylna przerzutke i troche przednia. Mam watpliwosci, czy to na dluzej wystarczy – czas pokaze. My wrocilismy do domu, gdzie Pani Irena przygotowala sniadanie, ktore troche sie przedluzylo. Warto zwrocic uwage, ze w Rezekne sa dwa koscioly katolickie i polska szkola. Wyjechalem przed 12, ale to byle mekka – co prawda po kliku kilometrach wyszlo slonce, ale nim dojechalem do granicy i tak sie schowalo. Wiekszym problemem byl wiatr, pod ktory jechalem praktycznie caly dzien – momentami wial niemilosiernie. Dadatkowo kiepski stan drog lotewskich dobijal calkowicie. Przy wjezdzie na granice lotweska, Bialorusin, ktorego poprosilem o zrobienie zdjecia, goraco mnie namawial, abym zawrocil, bo dalsza droga jest zbyt niebezpieczna. Na granicy, pomimo ze spedzilem niecala godzine (bylem atrakcja i jechalem bez kolejki), zmarzlem okrutnie, a miesnie zesztywnialy. Przed odjazdem z niej zrobiono mi pamiatkowe zdjecie, ale od razu pogranicznicy mnie dopadli i kazali je wykasowac. Bylem tak zmarzniety, ze dojechalem do najblizszej stacji benzynowej, gdzie w barze zamowilem sobie goracy gulasz z makaronem i herbate. Chcialem jak najszybciej odjechac od granicy i szukac noclegu – niestety, ale bez efektu. Bylo klika domow na ok. 25 km od granicy, ale to raczej byly letniskowe (tzw. dacze) lub calkowite ruiny. Kilka kilometrow dalej natrafilem na motel z lozkiem za 200 rub. i prysznicem za 30 rub., czyli razem za 23 zl. Na tym spasowalem poszukiwanie noclegu. Statystyki dnia: dystans dnia – 93.79 km czas jazdy – 5:58:25 h srednia predkosc – 15.69 km/h 10 dzien wyprawy Budzik obudzil mnie o 6.30, ale stwierdzilem, ze skoro place za nocleg, to trzeba wypoczac. Wstalem godzine pozniej, ale dzien nie zapowiadal sie milo – bylo pochmurno i trzeba bylo zajac sie kolem, z ktorego poznym wieczorem raptownie zeszlo powietrze – tak jakby pod wplywem ciepla pokoju. Kiedy robilem kolo rozpoadalo sie. Wiec zamowilem sobie herbate, a nastepnie jajecznice na sniadanie, ale nie przestalo padac. Juz mialem ruszac, kiedy pojawil sie Marcin z Siedlec (kierowca TIRa, ktorego poznalem pod Utena) – okazalo sie, ze jak ja przekraczalem w spokoju granice, ich trzymali i dokladnie sprawdzali (no i dwa dni stali w kolejce). Chcial mnie zabrac na kawe, ale jakoze zblizala sie 10, ruszylem w deszczu w droge. To byla rzez – deszcz lal caly dzien, groga byla niesamowicie pofalowana (skonczyly sie rowniny), a dziur bylo jak w szwajcarskim serze. Do tego pierwsze 50 km bylo pod wiatr, a reszta to naprzemian boczny i ukosny od przodu. Po prawie 40 km byl bar, w ktorym trzeba bylo sie ogrzac. Chcialem to zrobic kilka kilometrow wczesniej, ale zblizala sie 12 i pani sklepowa robila sobie przerwe obiadowa. Trzeba bylo kupic produkty i robic kanapki pod sklepem. W knajpie spedzilem ponad dwie godziny (troche czytalem i rozmawialem ze paniami z obslugi) – wypilem kawe, herbate i zjadlem duzy talerz barszczu. Lalo dalej, wiec ruszylem na ostatnie 12 km do Pustoszki w deszczu, gdzie zjadlem kanapkem i wypilem mala kawe rozpuszczalna za 10 rub. Po kolejnych 20 km drogi na Nevel byla kolejna stacja benzynowa, gdzie poprosilem, aby mi nalali do mojego kubka wrzatku i tym spospobem zrobilem sobie kawe zbozowa z miodem i zaczalem jesc kanapki przed budynkiem. Jedna z pan z obslugi zawolala mnie do srodka, a sama zabrala moje brudne i mokre rekawiczki, bo kradna! Do Nevela bylo jeszcze 30 km, wiec ruszylem dalej do boju. Po 20 km zaczalem myslec o noclegu. Na 5 km przed miastem byla wioska, ktorej pierwsze domy zaczynaly sie przy glownej ulicy (generalnie wioski w Rosji sa przy bocznych drozkach, oddalnoe o 2-3 km od glownej drogi). W pierwszym z nich poprosilem o herbate „bo zimno”. Dostalem zupe solanke z chlebem (pychota), a gdy strasi juz gospodarze Nikolaj i Irena dowiedzieli sie, ze sam jade rowerem do Chin, zaproponowali mi nocleg. Statystyki dnia: dystans dnia – 95,97 km czas jazdy – 5:41:04 h srednia predkosc – 16,88 km/h 11 dzien wyprawyWstalem ok. 7 – gospodyni spieszyla sie na autobus i wkrotce wyszla, a gospodarz nie mial ochoty mnie puscic. Wiec byla kawa, sniadanie i mila rozmowa. Ja jednak o 8 ruszylem w deszczu, ktory towarzyszyl mi przez pierwsze 20 km. Po 10 km, na wyjezdzie z Newela, zatrzymalem sie przy spozywczaku, gdzie zjadlem pierozka i kupilem na droge kwas chlebowy i czekolade. Jakies 2 km dalej stal znak, ktory wprowadzil mnie w oslupienie – informowal mnie, ze dalszy przejazd ta droga jest platny! Nie bylo jednak bramek z oplatami (szkoda, ze nie zrobilem zdjecia). Przez kolejne 100 km jakos sie jechalo – nawet niezle, tylko raz mialem 5 km remontowanej drogi, co oznaczalo przejazd po pamaranczowej mazi, pod ktora byly ostre kamienie. Zreszta cala droga byla przeplatana odcinkami dobrymi i dziurawymi (wszyscy bawili sie w ich omijanie). Przy jednej z takich dziur „wychaczyl” mnie radiowoz (jechalem srodkiem), ale skonczylo sie na pogadance o wyprawie. Nawet o paszport nie zapytali! Bylo to k. Vieleza, gdzie w spozywczaku posililem sie i zdjalem spodnie przeciwdeszczowe. Po 2 km musialem je znowu bierac. Po kolejnych 15 km znowu bylo goraco i trzeba bylo sie rozbierac. Ostatnie 20 km to byla juz meczarnia – ewidentnie mialem juz dosc. Wkoncu doczolgalem sie do wioski, gdzie w pierwszym z brzegu domu otrzymalem goscine. Zona nie byla moze zachwycona, ale maz Vitalij (mial troche wypite) jak najbardziej byl za. Z nim zjadlem kolacje i jakies 2 godziny przegadalem – ma male gospodarstwo i niewielka firme budowlana (patrzac na wyglad w srodku i brak drzwi troche trudno w to uwierzyc). Spac poszedlem o 23. Statystyki dnia: dystans dnia – 168,89 km czas jazdy – 9:23:30 h srednia predkosc – 18,01 km/h 13 dzien wyprawyMasc rozgrzewajaca na noc od Pawla to bylo chybione rozwiazanie – kilka razy w nocy sie budzilem, bo strasznie pieklo, a rano bylo opuchniete. Zastosowalem wiec masc zabrane z Polski i opuchlizna po kilku godzinach znikla. Od rana caly czas padal deszcz (lub lal) i wial wiatr. Moi gospodarze wstali ok. 8.30, zrobili sniadanie, a nastepnie Roman poszedl spac. Ja natomiast rozmawialem z Pawlem do poludnia, a pozniej on tez poszedl spac. Mialem czas dla siebie. W TV byly same teleturnieje i programy rozrywkowe, np. odpowiednik naszej Familiady. Do Kociola nie mialem gdzie pojsc, wiec odmowilem I Czesc Rozanca (odtad codziennie podczas postojow odmawiam jedna Czesc). Ok. 14 wstal Roman – troche porozmawialismy i zaczalem zbierac sie do drogi. Nie za bardzo mialem ochote jechac w deszczu, ale wiedzialem, ze moi gospodarze tez po poludniu wyjezdzaja. Postanowilem, ze jak Bog pozwoli, to przejade w deszczu i wietrze jakies 50 km i poszukam kolejnego noclegu. O 15 udalo mi sie wyjechac, robiac pamiatkowe zdjecie na pozegnanie. Droga wlasciwie bez historii. Po jakis 20 km mialem postoj na jedzenie, a po kolejnych 10 km natrafilem na postoj z „naszymi” TIRami. Tam dostalem od jednego z kierowcow dostalem goracej wody i moglem sobie zrobic kawe zbozowa. Bylo to w Jarcewie. Miejscowi z obslugi stacji paliwowej twierdzili, ze bedzie tak Kosciol Katolicki. Na miejscu jednak okazalo sie, ze to jest przede wszystkim dom mieszkalny, a w jednym z pomieszczen podobno funkcjonowal jakis odlam – „Kosciol piecdziesiatnicy”. Kawalek dalej znowu trafilem na Polskich kierowcow, wiec znowu postalem i chwile z nimi porozmawialem. Jednak zblizal sie wieczor i trzeba bylo szukac noclegu. Okazalo sie i tym razem, ze to nie problem. Natalia i Gienadij przyjeli mnie do siebie i nakarmili. No i moglem rozwiesic swoje mokre rzeczy. Kazali mi zalowac, ze nie przyjechalem wczesniej, bo bym poznal ich 26-letnia corke Ljeke, ktora oddaliby mi za zone. Statystyki dnia: dystans dnia – 53,87 km czas jazdy – 3:44:14 h srednia predkosc – 14,41 km/h 21 dzień wyprawy Wstałem po 7 - ciężki dzień. Po porannej toalecie udałem się pod Konsulat RP, aby spróbować złapać kontakt z naszym wartownikiem, z którym rozmawiałem w czwartek. Poszedłem na 8, a okazało się, że otwierają o 9. Poczekało się, ale i tak nie udało mi się z nim skontaktować. Usłyszałem, że jest na terenie Moskwy. Wracając do siebie, zaszedłem do Kościoła. Po śniadaniu udałem się do stacji metra. Miałem do przejechania 4 przystanki, ale metro dwa razy zatrzymało się także poza przystankami. Wkońcu o 10.40 dotarłem do właściwej stacji, ale do Kliniki i tak spóźniłem się 5 min. Były tego dwa powody - część ludzi nie wiedziała, gdzie to jest, a druga poprowadziła mnie na około (z powrotem szedłem znacznie krótszą drogą). U lekarza nie było kolejki (zresztą klinika nie jest dla najbiedniejszych), tylko na niego samego musiałem chwilę poczekać. Lekarz podotykał przez chwilę moje zdrowe i chore kolano z boku (od wewnętrznej strony) i stwierdził, że trzeba operować. Koszt ok. 1000 euro. Dał mi wizytówkę - jak się zdecyduję, to mam zadzwonić. Nim wyszedłem z samej kliniki, puściłem info do znajomych. Była także rozmowa z ubezpieczycielem, mam sam omówić sprawę z lekarzem i dać mi znać. Ja wróciłem do siebie, trochę pochodziłem bez sensu, aż wkońcu poszedłem na obiad. Po obiedzie trochę pochodziłem i wychodziłem po godzinie czasu darmowy internet na całe popołudnie (z przerwą na Mszę Św. w j. polskim), więcnadrobiłem trochę zaległości, rozesłałem info do znajomych. Było już po 20, jak zadzwonił lekarz ubezpieczyciela i poinformował mnie, że mam zapalenie stawu rzepkowo-udowego i uszkodzenie łękotki przyśrodkowej. Przyznał także, że śledzi wyprawę na stronie www.rowerem.zehej.pl!!! Umówiliśmy się, że na następnego dnia będzie kolejna wizyta u lekarza wybranego przez Ubezpieczyciela i po niej ostateczna decyzja - krótkie leczenie w Moskwie (jeżeli jest możliwe), a jak długie leczenie - natychmiastowy powrót do kraju i leczenie z funduszu NFZ. Cały wieczór upłynął na odbieraniu telefonów z kraju i czytaniu niezliczonej liczby SMSów z wyrazami poparcia! Dziękuję:-) Wyprawa rowerowa Pekin 2008 Wortal Rowerowe.net jest oficjalnym patronatem wyprawy.
Powered by AkoComment! |
||||||||
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|
| DH i 4X |
| Maratony MTB |
| Zawody XC |
| Szosowe |
| Tor |
| BMX |
| Rajdy przygodowe AR |
| Dodaj zawody! |