Dariusz Batek, wicemistrz świata w drużynie i piąty zawodnik świata w kategorii orlików podsumowuje swój sezon w Halls Team.
|
- - - R E K L A M A - - -
- - - R E K L A M A - - - |
|
No właśnie, jaki to był dla ciebie sezon?
DAREK BATEK: Chyba najlepszy w karierze. Zresztą, nie chyba, tylko na pewno najlepszy. Może nie błyszczałem jakoś szczególnie podczas zawodów Grand Prix. To znaczy nie było żadnej tragedii, ale nie czułem się najlepiej. Na szczęście forma przyszła wtedy, kiedy miała przyjść, czyli podczas mistrzostw świata. Przed sezonem mówiłem, że chcę zająć miejsce w pierwszej „dziesiątce”. I byłem piąty.
O Fort William jeszcze porozmawiamy. Najpierw Puchary Świata...
Jeśli się nie wycofywałem, było nieźle (śmiech). Na początku sezonu, w Offenburgu byłem trzeci wśród młodzieżowców, a w ostatnich zawodach, w Mariborze zająłem drugie miejsce.
Czyli bardzo dobrze. No, a teraz mistrzostwa świata w Fort William. Długo będziesz wspominał tę imprezę?
Pewnie, że tak. W końcu w Szkocji zdobyłem swój pierwszy medal na imprezie tej rangi. Mam nadzieję, że nie ostatni. A wracając do występu w drużynie, z którą zdobyłem srebrny medal... Cóż, nie będę ukrywał, że przed startem byłem bardzo zdenerwowany. Wiadomo, jechałem na ostatniej zmianie, zależało ode mnie bardzo dużo. Ruszałem siódmy, ale wiedziałem, że przede mną jadą głównie dziewczyny i wolniejsi zawodnicy. Podobno wtedy Marek Galiński powiedział, że nawet jeśli coś zepsuję będzie brąz, a jak nie to srebro. Ale w takim wyścigu może się wszystko przytrafić. Końcówkę tego wyścigu będę pamiętał już chyba zawsze. W pewnym momencie miałem wrażenie, że złapałem gumę. Pomyślałem tylko, że to jakiś koszmar. Co chwilę podskakiwałem na siodełku i sprawdzałem, czy wszystko jest w porządku. I „grzałem” ile sił w nogach, żeby zajechać jak najdalej. Na mecie okazało się, że nie miałem żadnego kapcia. Zdobyliśmy srebro...
To ci chyba pomogło przed startem w wyścigu indywidualnym?
Na pewno tak. Nie czułem już takiej presji. Dojechałem do mety piąty, a długo „kręciłem” się koło medalu. Ostatecznie nie dałem rady dwójce Czechów.
Ale za rok dalej będziesz młodzieżowcem.
I chciałbym poprawić miejsce z Fort William.
Ale raczej nie o jedno, bo czwarta pozycja chyba nie może cię zadowolić.
Powiem tak: podobają mi się białe stroje (śmiech). A tak poważnie to chcę powalczyć o medal.
Właśnie, jakie masz plany na przyszły rok?
Wiem już teraz, że będę więcej startował na szosie. Mam pojeździć trochę z kadrą Zbigniewa Pią†ka. To ma być forma przygotowań do sezonu MTB, ale ja lubię jeździć na szosie i nie chcę być statystą. Zawsze jadę walczyć.
W przyszłym roku jest jeszcze jedna impreza na której warto być. Dariusz Batek olimpijczykiem. Fajnie brzmi...
Pewnie, że fajnie. Myślę, że przepustką do kadry na igrzyska będą dobre starty na majowych mistrzostwach Europy w Niemczech i, przede wszystkim, na czerwcowych mistrzostwach świata we Włoszech. Polska będzie mogła wystawić w Pekinie jednego zawodnika. Faworytem jest na pewno Marek Galiński, bo to najlepszy polski specjalista od kolarstwa górskiego w historii. Czytałem nawet kiedyś, że to król polskiego MTB. Coś w tym jest, ale mówiąc pół żartem, pół serio, może czas go zdetronizować? Tak czy inaczej, na pewno nie będzie między nami żadnej niezdrowej rywalizacji. Po prostu musi pojechać najlepszy i nie muszę być nim ja. Igrzyska olimpijskie to nie jest impreza, którą jedzie się zaliczyć i tyle. Tam trzeba mocno walczyć! Poza tym, w walkę o miejsce na igrzyska może włączyć się też Marcin Karczyński. Myślę, że zasada kwalifikacji będzie prosta. Ten, który będzie „tłukł” resztę w przyszłym sezonie, dostanie bilet do Pekinu.
Jak nie Pekin, to Londyn za cztery lata?
Jestem ciągle młodym zawodnikiem, więc pewnie tak. Nic na siłę
żródło: www.halls-team.pl
foto: www.halls-team.pl
Powered by AkoComment! |